niedziela, 16 listopada 2008

U Karoliny - system autorski - sesja pierwsza.

Prowadziła Karolina, graliśmy ja i Adams. Adams grał czarodziejem Edgarem, a ja młodzieńcem Piotrem. Piotr jest synem rzemieślnika - stolarza, w wieku szesnastu lat, który opuścił rodzinną wioskę - Szare Słowa - by zakosztować nieco bardziej urozmaiconego życia. Sesja była kontynuacją historii rozegranej półtora roku temu, gdy łowca demonów (niestety jego imię zaginęło w najgłębszych zakamarkach mej pamięci) wraz z młodym Piotrem, który uparł się by zostać giermkiem łowcy - a temu najwyraźniej nie przeszkadzał darmowy posługiwacz - na zlecenie maga Virneliotha, zwanego Szaleńcem, wyruszyli w poszukiwaniu Generała Nieumarłych. Ów generał ukrył się w twierdzy, skąd dowodził armią nieumarłych nękającą okoliczne ziemie. Szczegółów niestety nie pamiętam, jednak skutek był taki, że łowca demonów z niewielką pomocą Piotra załatwili generała, przy okazji zdobywając magiczny miecz, który po wydobyciu z pochwy zaczyna płonąć jasnym ogniem, przygarniając gadającego kota nazywającego się Marudą, oraz poznając czarodziejkę Liryię. Po wykonaniu zadania Piotr wraz z kotem i czarodziejką udali się do wioski, w której mieszkał Szaleniec w celu poinformowania go o wykonaniu zadania. W tym momencie zaczęła się dzisiejsza sesja. Niestety Edgar nie przedstawił mojej postaci żadnych szczegółów dotyczących jego historii, więc nic więcej na ten temat nie mogę napisać.

Po wyjściu z lasu Piotr [Wysoki, ostrzyżony na kilka centymetrów, o ciemnych włosach i ciemnopiwnych oczach, o młodzieńczych rysach twarzy, porośniętej młodzieńczym zarostem, i sylwetce wyrzeźbionej przez lata spędzone w warsztacie ojca. Ma na sobie ubrudzony skórzany strój podróżny, oraz nosi sporą, skórzaną torbę przerzuconą przez ramię, a także miecz w pochwie u boku.] udał się prosto do karczmy, będącej kulturalnym centrum wioski. Czarodziejka Liryia [Średniego wzrostu ludzka kobieta, chociaż rysy jej twarzy zdradzają jakąś domieszkę innej rasy, prawdopodobnie elfiej. Jest całkiem chuda, jej sylwetka bliżej ma do chłopięcej niż kobiecej. Ma długie do połowy pleców, pomarańczowoczerwone włosy, proste. Twarz pociągła, o ostrym podbródku, nieduży nos i usta o dość cienkich wargach. Oczy lekko skośne, pomarańczowe, teraz z jaśniejszymi pentagramami widocznymi w tęczówkach - widać je jak ktoś się przyjrzy z bliska. Skórę ma niezdrowo bladą, najczęściej podkrążone oczy, co nadaje jej wygląd wiecznie zmęczonej. Wygląda na jakieś trzydzieści kilka lat, ale może to być tylko przez ten wymęczono-niezdrowy wygląd, i w rzeczywistości może być młodsza. Ubrana w tunikę w krzykliwym kolorze, aż pedantycznie dopasowanym do koloru włosów, i sięgającą połowy uda, czarne spodnie i wysokie skórzane buty.] podążyła za nim, a kot majestatycznie przebierał łapami próbując jednocześnie nie zostać w tyle.

W środku znaleźli oni Szaleńca [Włosy długie do pasa, szare, proste, oczy bardzo ciemnoniebieskie. Szczupła twarz, trójkątna, wąskie usta i prosty nos. Brak zarostu. Skóra całkiem jasna, jeszcze nie można jej określić mianem bladej, ale blisko jej do tego, nie jest to jednak niezdrowy odcień. Miał na sobie obszerną czarną szatę bez ozdób, z dużym kapturem, przewiązaną sznurem barwionym na czarno. Do tego lekki czarny płaszcz i podniszczona, spora sakwa.] i bez zwłoki dosiedli się do stolika, przy którym on siedział. Poza nimi w karczmie przebywał oczywiście karczmarz, wyglądający na doświadczonego awanturnika na przedwczesnej emeryturze, podstarzały mężczyzna w solidnej zbroi, krasnolud z młotem bojowym pod ręką, a także kilku miejscowych chłopów.

Piotr opowiedział o zlikwidowaniu Generała Nieumarłych, po czym został za to wynagrodzony przez Szaleńca pięcioma setkami sztuk złota, a także magicznym sztyletem z wyrytymi runami, który schował do cholewy buta. Chwilę później do karczmy wkroczył Edgar [krótko ostrzyżony, o włosach w kolorze brązu, o pociągłej twarzy, noszący ubranie podróżne, ciężki płaszcz i wysokie buty, wszystko ze śladami długiego używania i zakurzone], a następnie również usiadł przy tym samym stoliku. Porozmawiał chwilę z Szaleńcem, tytułując go Mistrzem, na temat sytuacji w okolicy, przy czym wyszło na jaw, że Nieumarły Generał prawdopodobnie jest jednym z generałów z odległej północy, który został skazany na śmierć. Nie wiadomo było jednak, w jaki sposób miałby się znaleźć w tak odległej okolicy. Szaleniec zapowiedział, że postara się odprawić rytuał, który być może da im pewne odpowiedzi, i że porozmawia z nimi nazajutrz, po czym opuścił karczmę. Pozostali przy stoliku Piotr i Edgar nawiązali krótką rozmowę przy winie, do której włączył się kot, początkowo wywołując spore zdziwienie Edgara, następnie chwaląc się, że pochodzi z Twierdzy Nieumarłych. Piotr jakoś się wykręcił od dalszej konwersacji na temat pochodzenia kota, a następnie udał się wykąpać, przy okazji wrzucając kota do balii z gorącą wodą w podzięce za zbytnią gadatliwość.

W międzyczasie Edgar porozmawiał chwilę z Liryią, a następnie udał się do swojego pokoju, mijając się po drodze z Piotrem powracającym z kąpieli. Piotr natomiast porozmawiał ze starszym mężczyzną w zbroi, który okazał się być rycerzem przysłanym do wioski w celu zapewnienia obrony przed nieumarłymi, oraz umówił się na przyszły dzień na lekcję walki bronią, przy czym nie omieszkał się pochwalić swoim udziałem w pokonaniu Nieumarłego Generała. Następnie podszedł do krasnoluda, i zdążył zaledwie poznać jego imię, gdy w karczmie pojawiła się nowa postać [Mężczyzna o białych, długich włosach, jasnej cerze i białych oczach, noszący białą koszulę i czarne spodnie, z mieczem u boku]. Przykuł uwagę wszystkich obecnych w karczmie, a gdy tylko na kogoś spoglądał, ten, na kogo skierował swoje spojrzenie zaczynał się czuć nieprzyjemnie. Podszedł do karczmarza i zaczął go wypytywać o miejsce, w którym przebywa Szaleniec. Karczmarz zaprzeczył, by cokolwiek wiedział.

Tymczasem Edgar wyczuwszy nieprzyjemne drżenie energii zszedł na dół ze swego pokoju, by zorientować się jaka jest tego przyczyna, natomiast Piotr podszedł do przybysza, i z nieco lekceważącym uśmiechem na twarzy zapytał go dlaczego szuka Szaleńca. Ten w odpowiedzi spojrzał na niego, a po chwili Piotr poczuł, że nie może zaczerpnąć tchu. W desperacji rzucił się na niego z pięściami, lecz upadł na podłogę, ledwie dotykając białowłosego. Po chwili podbiegł do niego Edgar, i przy pomocy magii rozwiązał zaklęcie, które niemalże zdążyło wysłać Piotra do zaświatów. Natomiast krasnolud poderwał się i rzucił w obcego jednym ze swoich młotów, co jednak w żaden sposób mu nie zaszkodziło, gdyż młot zatrzymał się w powietrzu parę stóp przed dotarciem do celu. Chwilę później krasnolud leżał na podłodze z rozciętym brzuchem, a atak, który wyprowadził białowłosy przybysz był tak szybki, że obserwujący go z ledwością zauważyli moment, gdy miecz dosięgnął ofiary.

Szczęśliwie dla Edgara i Piotra, nieznajomy opuścił karczmę i udał się na wschód. Edgar postanowił podążyć za nim, natomiast Piotr zawołał o pomoc dla rannego krasnoluda. Zjawiła się Liryia i przy pomocy magii zaczęła go uzdrawiać. Następnie podszedł do karczmarza i zapytał o miejsce, w którym może przebywać stary czarodziej, aby go ostrzec. Jak się okazało, wieża należąca do maga znajdowała się w lesie na wschód od wioski. Piotr zawołał kota i ruszył w tamtym kierunku, po chwili doganiając Edgara. Gdy okazało się, że białowłosy zmierza w tym samym kierunku, Piotr i Edgar postanowili ruszyć biegiem po łuku i wyprzedzić go. Gdy dotarli na miejsce, nikt nie odpowiadał na zawołania ani uderzenia w drzwi. Zrezygnowani postanowili wrócić do wioski, gdy nagle drzwi wieży otworzyły się z hukiem i wyszedł z nich białowłosy, a po paru krokach zniknął w mgnieniu oka.

Po tym zdarzeniu obaj zajrzeli do środka wieży, by na ostatnim piętrze znaleźć ciało szaleńca, który w zaciśniętej dłoni trzymał pognieciony kawałek papieru. Z niedokończonego listu wynikało, że zdawał on sobie sprawę, iż jego zabójca po niego idzie, i polecił czytającym ten list udać się na południe, do posterunku Fareliop i skontaktować się z K. Niestety w tym momencie list się urywał. Obaj bohaterowie znieśli ciało maga na zewnątrz wieży, po czym Piotr wraz z kotem postanowili udać się do wioski, aby przynieść jakieś narzędzia, które pomogą im pochować maga, a Edgar pozostał przy ciele czarodzieja, próbując nawiązać kontakt z jego duchem. Okazało się, że jest to niemożliwe, najprawdopodobniej wskutek sposobu, w jaki mag został zabity.

Natomiast Piotr po dotarciu do wioski zastał tylko zgliszcza i zwęglone zwłoki mieszkańców. Żadna z chat nie ocalała, choć niektóre jeszcze płonęły dziwnym, czarnym ogniem. Nie spotkał tam nikogo żywego, wrócił więc do wieży. Opowiedział o tym Edgarowi, po czym obaj zebrali gałęzie, i spalili ciało maga na prowizorycznym stosie. Obaj przenocowali w wieży czarodzieja, a następnego dnia odwiedzili raz jeszcze wioskę, po czym ruszyli na południe, do posterunku Fareliop.

Po paru godzinach podróży dobiegł ich z traktu jakiś wrzask z pobliskiego lasu. Gdy tam podeszli, zauważyli na niewielkiej polance, przeciętej małym strumykiem dobrze opancerzonego mężczyznę, który stał nad zwłokami elfa w zaawansowanym stadium rozkładu. Jak się dowiedzieli, został on przed chwilą powalony przez owego paladyna. W trakcie krótkiej rozmowy okazało się także, że zbrojny podróżuje na północ, i wyruszył w tę okolicę w związku z pogłoskami o nieumarłych, jednak chyba nie spodziewał się ich spotkać tak wcześnie. Po chwili rozmowa zeszła na temat magii i magów - mężczyzna opowiedział o parze magów, którzy doprowadzili do pożaru całej dzielnicy portu Dak Narathar, twierdząc, że zamykają jakąś bramę. Piotr sfrustrowany bezsilnością wobec Białowłosego przytakiwał zbrojnemu ochoczo, gdy ten przeklinał magię, natomiast Edgar nic nie mówił, rzucając tylko złowrogie spojrzenia kotu, który najwyraźniej zdawał sobie sprawę, że ów również jest czarodziejem. Ich rozmowę przerwało pojawienie się rudowłosej czarodziejki. Jej ubranie było osmolone i znajdowało się w opłakanym stanie, jednak mężczyzna zdołał ją rozpoznać jako tą, która wywołała pożar w Dak, i postanowił wykonać wyrok śmierci, który został na nią wydany przez paladynów tego miasta. Edgar próbował odwieść go od tego zamiaru odwołując się do argumentów natury światopoglądowej, natomiast Piotr początkowo pozostał bierny, po czym próbował zastraszyć mężczyznę twierdząc, że czarodziejka poradzi sobie z nim bez większego wysiłku, a i oni jej w tym dopomogą, jeśli spróbuje ją zaatakować.

Ich rozmowa została przerwana świstem strzały wypadającej gdzieś z lasu. Czarodziejka wzniosła ścianę ognia, która ich uchroniła przed dalszym ostrzałem, po czym padła nieprzytomna na ziemię, natomiast paladyn rzucił się do ataku na pierwszego nieumarłego, który wkroczył na polanę. Dzięki pomocy Edgara, który osłabił zaklęcie animujące truposza, paladyn bez trudu pokonał przeciwnika, po czym ruszył na spotkanie kolejnym. Tymczasem Piotr ruszył ze swoim ognistym mieczem w kierunku kilku umarlaków, którzy zaczęli ostrzeliwać ich ze strony, z której ściana ognia ich nie chroniła. Udało mu się dobiec do linii drzew, i po chwili wypaść na trzech truposzy dzierżących łuki. Zostali szybko objęci przez płomienie, jednak ostatni z nich zdołał wypuścić z bliskiej odległości strzałę, która unieruchomiła prawą rękę Piotra, chwilę po tym, gdy ten rzucił swoim mieczem w kierunku umarlaka. Młodzieńcowi udało się wykończyć trzeciego ożywieńca przy pomocy magicznego sztyletu. Niestety chwilę później pojawił się czwarty nieumarły elf walczący dwoma mieczami, i Piotr mógł się jedynie bronić swym magicznym mieczem trzymanym w lewej ręce.

W międzyczasie Edgar przelał część swojej energii w czarodziejkę, po czym zdołał ją ocucić na tyle, by ta była w stanie wywołać pożar obszaru dookoła polany, na którym znajdowali się pozostali nieumarli, po czym ruszył na pomoc Piotrowi. Udało mu się w ostatniej chwili zupełnie zneutralizować zaklęcie animujące elfa, co uratowało życie chłopakowi, gdyż truposza dzielił ułamek sekundy od zadania ostatecznego ciosu. Kot całe zajście przetrwał bez szwanku, zapewne ukrywając się gdzieś w zaroślach, natomiast paladyn uśmiercenie sześciu umarlaków okupił zaledwie kilkoma wgnieceniami w zbroi. Po wszystkim Piotr stracił przytomność w wyniku leczniczych zabiegów wykonywanych przez paladyna, natomiast pozostali zdecydowali się przenocować w tym miejscu. Wartę objął paladyn, którego początkowo pilnował Edgar, jednak szybko zasnął w wyniku zmęczenia.

Okazało się, że zbrojnego najwyraźniej opuścił zamiar pozbawienia życia czarodziejki, ponieważ gdy Edgar i Piotr obudzili się rano, zarówno zbrojny, jak i czarodziejka byli cali i zdrowi. Chłopak poprosił czarodziejkę o uzdrowienie ramienia, gdyż opatrunek mimo, iż skutecznie zahamował upływ krwi, nie gwarantował, że ramię odzyska pełną sprawność. Ta na propozycję przyjęcia pieniędzy tylko się uśmiechnęła, i pomogła młodzieńcowi, ostrzegając jednocześnie, że będzie bolało. Po zabiegu została blizna i lekki ból towarzyszący każdemu ruchowi ręką. Czarodziejka zapytana o wydarzenia w wiosce powiedziała, że udało jej się umknąć zapewne tylko dzięki temu, że białowłosy przekonany był, że zginęła w wyniku pierwszego uderzenia magii, i że poza nią ocalało zaledwie kilka osób. Paladyn na prośbę Piotra o udzielenie lekcji walki mieczem stwierdził, że i ten i tak nie jest w obecnym stanie unieść broni, a poza tym będzie kierował się na północ, twierdząc, że poradzi sobie z zagrożeniem. Pozostała trójka podjęła decyzję o wspólnej podróży na południe, i na tym sesja się skończyła.

Opisy Liryi i Szaleńca - skopiowane słowo w słowo z wypowiedzi Karoliny.

Wstęp

Krótki i zwięzły - blog będzie służył spisywaniu historii rozgrywających się na sesjach RPG, w których brałem udział, widzianych z perspektywy gracza, jak i MG. Wszelkie komentarze i uzupełnienia ze strony uczestników mile widziane.